Fuck Yeah, Farscape!
kto jeszcze pamięta ten serial? Zapewne nikt, albo niewielu, bo w Polsce emitowała go wyłącznie Wizja1, a od niedawna AXN Sci-Fi. Jak wiadomo, nie są to kanały powszechnie dostępne, więc i serial nie cieszył się tu dużym powodzeniem.
Wg. mnie należy on bezsprzecznie do czołówki najlepszych seriali SF, obok całej sagi Star Trek, serii Babylon czy StarGate. W ogóle się nie zestarzał – w przeciwieństwie do takich produkcji jak Lexx czy Andromeda, o których nie wie praktycznie nikt.
Warto by było przybliżyć fabułę, prawda? Rzecz się dzieje pod koniec XX wieku. John Crichton (na zdjęciu w środku) jest ameyrkańskim pilotem testowym, któremu przypadło w udziale wypróbowanie statku, o zupełnie innowacyjnym napędzie. Niestety, w trakcie lotu, otworzył się Worm Hole (nie wiem, jak to powiedzieć po polsku), i nasz nieszczęśnik trafił do zupełnie nieznanej części wszechświata, na żyjący statek, który kiedyś był statkiem transportowym do międzyplanetarnych więzień, jednak aktualnie jest w posiadaniu… przewożonych nim (a właściwie nią – Moya to kobieta ;P) skazańców. W filmie co prawda można dopatrzeć się zapożyczeń z min Star Treka (Ka D’Argo; nad Crichtonem), który zachowuje się jak typowy Klingon, i jak typowy Klingon używa miecza. Co ciekawe, miecz jest także karabinem plazmowym… Aeryn Sun zachowuje się jak Bajoranka etc. Bardzo ciekawym pomysłem jest Pilot, który nigdy nie opuszcza swojego stanowiska (bo jego gatunek wyewoluował do bycia pilotem Żywych Okrętów).
Człowiek może czuć się zagubiony w takim świecie, nieprawdaż? Na szczęście serial ten to nie typowe SF (jak Star Trek), gdzie na podstawie wyobrażeń scenarzystów można by skonstruować działający silnik Warp, ale to typowa Space-Opera. Nie obowiązują tu żadne większe ograniczenia, co do fizyki. Jeżeli coś ma lecieć, to leci. Dawno, dawno temu, kiedy w amerykańskiej telewizji transmitowano Star Trek TOS oraz Lost in Space (kto oglądał remake? – bardzo ładne efekty specjalne, mimo upływu tylu lat), tryumfy święcił ten drugi – bo był bardziej “rzeczywisty”. Kto dziś wyobraża sobie życie bez telefonu komórkowego, komputera osobistego, słuchawki bluetooth, odtwarzacza mp3 czy telewizji satelitarnej? Wszystkie te rzeczy zawdzięczamy wizjonerom, autorom Science Fiction, jednego z najważniejszych wg. mnie gatunków literackich w twórczości ludzkości. Nie żadne romansidła, nie książki przygodowe, nie fantasy, nie historyczne, nie poematy, nie dramaty psychologiczne i nie książki obyczajowe, nawet nie pamiętniki ani każdy inny rodzaj gatunku wywarł takiego wpływu na obecny kształt naszej cywilizacji.
Możemy ich za to przeklinać, albo wielbić pod niebiosa – ale bez C. Clarke’a czy Roddenberrego nie mógłbym tego robić (Clarke zaproponował użycie satelitów do celów komunikacyjnych, a Roddenbery był twórcą inspiracji min. dla Steve’a Wozniaka (Apple), Billa Gatesa (Microsoft) czy Martina Coopera (Motorolla), którzy oglądając leciwy już serial, próbowali wdrożyć tamte “kosmiczne technologie” w życie. Jak widać udało im się ;) )
Mimo tego, że cała ta rewolucja technologiczna doprowadziła to uformowania iGen (internet Generation – pokolenie internetu) oraz sprawiła że XXI wiek będzie wiekiem oddalenia się ludzi od siebie, jednak życia bez całego tego elektronicznego stuffu nie wyobrażam sobie. Kiedyś komputery zajmowały całe pokoje – teraz używam klawiatury, która wbudowana jest do jednostki centralnej, do której przymocowany jest monitor. Nazywa się to laptopem – kto by kilkanaście lat temu pomyślał, że komputery mogą być tak małe?
1 comment so far
Zostaw odpowiedź


Nie znam się w ogóle na serialach SF, więc pozwolę sobie skomentować tylko drugą cześć tego wpisu :)
Zadałeś pytanie: “Kto dziś wyobraża sobie życie bez telefonu komórkowego, komputera osobistego, słuchawki bluetooth, odtwarzacza mp3 czy telewizji satelitarnej?”
Odp: ja
Może to miało być pytanie retoryczne (:p), ale na serio myślę, że bez tego wszystkiego życie byłoby łatwiejsze -mniej “skondensowane”, bardziej prawdziwe. Nie trzeba by było siedzieć przed kompem i pisać bloga, żeby opowiedzieć innym coś o sobie albo siedzieć przed kompem i czytać bloga, żeby poznać drugiego człowieka ;)