Archiwum dla lipiec 1st, 2008|Strona archiwum dziennego

Krzaczory językowe, czyli…

używanie obcojęzycznych wstawek, zupełnie bez sensu, a na pewno bez kontekstu. Ile w końcu można małpować z innych narodowości? Nie po to moi przodkowie brali udział w konfliktach XX wieku, żeby teraz gównażeria gadała po angielsku gdzie tylko się da.
Nie mam tu na myśli rozmawiania w danym języku “na serio” (czyli załatwianie jakichś spraw albo trening), ale używanie angielskiego/hiszpańskiego/włoskiego (dlaczego akurat te dwa? o tym za słów kilka) niemal z premedytacją jest pozbawione krzty sensu! Oczywiście, można myśleć, że jeżeli znam kilka słów po angielsku jestem fajny. Ubolewam niezmiernie nad faktem, że większość takich ludzi nie ma pojęcia o ichniejszych frazeologizmach, i słowach bardziej wysublimowanych. Wyobraźcie sobie poprzednie zdanie tłumaczone łamanym angielskim, a mianowicie “słowo w słowo” – gorsze nawet od występu Edyty Górniak na Mistrzostwach Świata 2002.

Niestety niektórzy ludzie nie są w stanie zrozumieć, że Polski jest jednym z najtrudniejszych języków świata, i nie ma potrzeby zniżnać się do poziomu takich np. anglików, niemców, francuzów, włochów czy rumunów (języki romańskie są raczej proste), bo niby dlaczego? Wyzwaniem mogłyby być za to języki dalekowschodnie, niektóre narzecza afrykańskie czy języki ugro-fińskie.
Po co używać pałki, skoro umie się władać półtorakiem?

Niedawno spostrzegłem u siebię tę negatywną przypadłość. Postanowiłem jednak z tym walczyć, i jak na razie, oprócz typowo angielsko-amerykańskich cytatów i akronimów, nie używam języka Anglów i Saksonów zbyt często, w mowie codziennej. Może to dlatego, że ostatnimi czasy bardzo wzrosła u mnie wrażliwość na zaśmiecanie własnego języka? Śmiano się ze mnie nie raz, że dla mnie, jako wielkopolanina, na świecie jest wielkopolska i reszta świata. Może miał rację, bo regionalny nacjonalizm to coś, czego wielu ludziom brakuje (np. znajomość gwary poznańskiej).
I może popełniam mnóstwo błędów językowych, to jednak nieustannie staram rozwijać swą umiejętność posługiwania się językiem, którzy przecież jest dla mnie naturalnym.

Najlepszą rzeczą w mówieniu po angielsku nie jest nauka języka, ale pokazywanie światu, że dzięki temu jestem fajny.