Ciąg dalszy o Europro
… ach, ta nowomowa. Ze wszystkich wynalazków socjalizmu, ten jest chyba najbardziej przydatny. Ale nie o tym.
Dziś czas na relację z wtorku, środy, czwartku i piątku
Wtorek:
Butelki Zwrotne – genialna czeska komedia; świetny wybór na nudny wieczór.
Ładunek 200 – ciężki, typowo męski, dramat psychologiczny. Także opowieść o końcu Związku Radzieckiego.
Zgon na Pogrzebie – bardzo dobra komedia brytyjska. W skrócie mógłbym powiedzieć, że używanie halucynogenów na pogrzebie nie kończy się dobrze.
Ostatniego w tym dniu filmu, czyli Import/Export, nie oglądałem
Środa:
Sztuczki – bardzo ciekawy polski film. Na uwagę zasługuje wybór lokacji (Wałbrzych) – jednym z głównych motywów jest most kolejowy, dumnie wiszący nad miastem
Wygnanie – kolejny, ciężki film. Film trwał 150 minut, jednak fabułę można by zmieścić w ciągu pół godziny. Genialne zdjęcia
Once & Półksiężyc – na te filmy nie chiało mi się iść. Byłem zbyt zmęczony
Czwartek:
Miłość w czasach zarazy – ciężko cokolwiek powiedzieć mi o tym filmie. Typowa bajka o miłości, z typowym happyendem (fabuła bardzo przypominała tą, którą znamy ze Złotopolskich). Chłopak zakochuje się we włościance, jednak jej ojciec nie zgadza się na małżeństwo córki z gołodupcem. Kiedy pojawia się w jego życiu lekarz, któremu córka wpada w oko, postanawia córę godnie wydać za mąż, mimo jej protestów. Nie była z nim szczęśliwa; zdradzał ją i się przyznawał. Kiedy umiera, ten pierwszy zakochany, ponownie próbuje dobrać się do jej serca, i mu się to udaje. Pojawia się także kilka całkiem dobrych żartów. Raczej strata czasu, chyba że idzie się na randkę.
Nie kłam kochanie – tego filmu nie oglądałem, z dwóch powodów. Jednym z nich jest sam fakt tego filmu, drugi to tłum, który ten film zapragnął obejrzeć. Jako że tłumów nie lubię, szczególnie prostackiego motłochu, który wielbi katować swą inteligencję takimi produkcjami.
Czas na gwóźdź imprezy, czyli koncert Kombajnu do Zbierania Kur po Wioskach. Cóż można o nich powiedzieć oprócz tego, że są genialnym zespołem?
Niestety byli “tylko” supportem dla najbardziej żenującego polskiego zespołu męskiego, czyli Feel. Jako że motłoch napalił się wyłącznie na tę kapelę, ludzie zawiedli się, kiedy Paweł Gogołek wylazł na scenę i zapowiedział właśnie Kombajn. W trakcie ich koncertu, gdzie pojawiły się największe hity (Warszawa, Połączenia), miejsce znalazła także piosenka z nowej płyty. Wokalista (Marcin Zagański) nie raz dał upust swemu poczuciu humoru, i subtelnie obraził fanów Feela oraz sam zespół. Brawa dla niego za to! Szkoda tylko, że fani Kombajnu stanowili zaledwie ułamek wszystkich obecnych na Starym Stadionie, gdzie całe wydarzenie się odbywało.
Kiedy zakończyli, chałastra chyba odetchnęła ulgą, bo oznaczało to tylko jedno – niedługo pojawi się FEEL. Klękajcie narody, największy polski zespół śpiewa! Szczerze żałuję, że tak wielu ludziom podoba się ich ‘tfurczość’. Z drugiej strony – może to i dobrze, bo czym mógłbym się szczycić pośród ludzi upośledzonych muzycznie, jak nie wiedzą o tym, co oni słuchają? Oczywiście daleko mi do moich znajomych z reżyserii dźwięku, z akustyki (Wydział Fizyki UAM), jednak swoje w życiu przesłuchałem, uczyłem się od najlepszych (Piotr Kaczkowski, Marek Niedźwiecki, Wojciech Mann, Jan Ptaszyn Wróblewski, Janusz Deblessem).
Może słucham muzyki ekstremalnej, jednak wydaje mi się że potrafię rozróżnić muzykę od chłamu, którym częstują nas menedżerowie i komercyjne stacje muzyczne radiowe, jak i telewizyjne.
Piątek:
Zrobiłem sobie wolne. Dwa Dni w Paryżu to nie jest film, którego tematyka zachęciła by mnie w stopniu wystarczającym, aby przejść się do kina. Godnym uwagi filmem było XXY, dramat argentyński. Wieczorem były projekcjie jakiegoś dokumentu o Rolling Stones i film (gówniany, szczerze) pt. Sierociniec, jednak w międzyczasie rozpętała się burza, i chyba odwołano wyświetlanie.
Osobiście wolałem pobiegać po Wybrzeżu Mieczy (pozdro dla tych, którzy wiedzą o co biega).
1 comment so far
Zostaw odpowiedź

No i zabrało mi się na wspominanie przez Ciebie :D
Co do czwartkowego koncertu zgadzam się z Tobą w 100%
Do tej pory wstyd mi za Słupczan, kiedy sobie przypomnę jak prymitywnie się zachowywali tamtego wieczoru :/ (nawet pomijając problem braku gustu)