Archiwum z wrzesień, 2008|Strona archiwum miesięcznego

Przyszłość cybernetyzacji, czyli…

żywe maszyny.

Obecnie jedynie możemy spekulować, jak potoczy się rozwój ziemskiej cywilizacji. Bardzo wiele rzeczy zależy od tego, czy uda nam się wykreować (bo w tym szczególnym przypadku ciężko mówić o programowaniu) szstuczną inteligencję, zwaną później AI.
Jeżeli chodzi o fantastykę naukową, pojawia się niemal w każdej pozycji. Jako komputer, który dysponuje olbrzymim bankiem informacji, steruje olbrzymią ilością prostych czynności na raz, lub wykonuje inne czynności, których człowiek nie jest w stanie wykonać. Równie często, być może nawet bardziej niż dobre, w literaturze pojawiają się “złe” maszyny, które dążą do zniszczenia ludzkości.

Jako człowiek, nie mogę sprzeciwić się ich frustracji. Od początku istnienia staramy się zawładnąć tą planetą; skrupulatnie niszczymy biosferę oraz nieumiejętnie zarządzamy surowcami. Jeżeli one potrafiłyby lepiej zarządzać zasobami, jakimi dysponuje nasza planeta, to z chęcią bym oddał ją maszynom we władanie… nawet, jeżeli wiązało by się to z wykonywaniem rozkazów AI.

Nie wiadomo do końca, jakie ciało wybrałaby taka istota. Można śmiało założyć, że składała by się z sieci superkomputerów, połączonych i tworzących “centralny ośrodek sterujący”, podobny do naszego mózgu. W przypadku uszkodzenia jednej z komórek, jej dotychczasowe działania przejęłby inne komputery, zupełnie jak w naszym organiźmie.
Na zdjęciu obok przedstawiony jest kadr z filmu “2001: Odyseja Kosmiczna”, na którym widnieje interfejs komputera HAL 9000. Nie znam żadnego, wcześniejszego przykładu sztucznej inteligencji. Główną jego wadą było to, że dało się go wyłączyć. Wyobraźmy sobie teraz komputer, który w przypadku usterki, w przeciwieństwie do HALa potrafi się bronić. Co otrzymujemy? Słynny SkyNet i apokaliptyczną wizję świata, którą zaserwował nam James Cameron w serii filmów o elektronicznym zabójcy – Terminatorze. Osobiście jednak uważam, że maszyny, którymi broniłby się nasz ‘zepsuty superblaszak’ przypominały by bardziej T1000, niż poczciwiego Arniego. Szczerze mówiąc, pewnie zachowywałyby się jak Borg (o którym także niedługo wspomnę), albo nawet marionetki sterowane z centrum. Naprawdę cieżko mi wymyśleć, jakie formy mogły by przyjąć maszyny, broniące głównego komputera. Świetny pomysł mieli bracia Wachowscy, kreując “Mątwę”, maszynę działającą jak białe krwinki, z podstawowymi funkcjami autonomicznymi, sterowanymi przez główny komputer.

Przed chwilą mówłem o Borg – to też jest wyjście. Ludzkość zapewne ciągle będzie żyła w strachu, że AI może ich zniszczyć. Dlaczego by nie stworzyć żywej inteligencji, o mocy obliczeniowej podobnej do tej, którą posiadają komputery? Mogło by się wydawać, że ludzki mózg jest do takich zadań nieprzygotowany. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Być może zwykłemu człowiekowi sprawiają duże trudności operacje stałoprzecinkowe, a zmiennoprzecinkowe są niemal niewykonalne. Dla domowego blaszaka takie zadania to betka. Szkopuł tkwi w tym, że człowiek nie został stworzony do takich rzeczy. Zastanówmy się więc, co tak naprawdę potrafi człowiek. Jako przykład, może służyć wg. mnie jedna z trudniejszych rzeczy, jakie człowiek się w życiu uczy (a niektórzy nigdy nie potrafią), czyli jazda na rowerze bez trzymania kierownicy. W zasadzie nie potrafię dokładnie wyliczyć, jakie czynności są wykonywane, opierać mogę się jedynie na przypuszczeniach. Wystarczy wziąć pod uwagę fakt, że jazda rowerem jest trudna do nauczenia, to jeszcze utrzymywanie balansu, obserwacja otoczenia (poprzez oglądanie i nasłuchiwanie), rozpoznawanie obiektów… mnóstwo tego, a jednak się udaje. Nawet dla obecnych superkomputerów to niezwykle skomplikowane czynności.
Dlaczego by więc nie wykorzystać tego? Już dziś, amerykański program naukowy BOINC wykorzystuje “przetważanie rozproszone”, wykorzystujące światowe zasoby komputerów, symulując jeden superkomputer. Biorąc pod uwagę fakt, że ludzki mózg jest niebywale szybszy od typowego komputera (i tak pozostanie chyba do końca istnienia ludzi i maszyn), można by to połączyć, aby otrzymać najlepszy komputer na świecie. Wiedza, którą każdy z nas posiada, automatycznie trafiłaby do ogólnej świadomości, którą byśmy stworzyli, poprzez połączenie naszych mózgów. Nauka czegokolwiek zajmowała by ułamki sekund… Borgowie ze Star Trek’a, do tworzenia wspólnej świadomości, używali nano robotów – mikroskopijnych urządzeń, o bardzo sprecyzowanym programie, potrafiących operować na poziomie komórkowym, a w dodatku rozmnażać się. Wg. mnie jest to jedyny sposób, aby popchnąć cywilizację do przodu. W ten sposób żadna informacja, jaką w życiu zdobyliśmy, nie uległa by zapomnieniu. Swoją drogą – dzięki tej technologii relacje międzyludzkie zyskałyby nową formę… bezosobowa maź, tworząca rój, który… eh. Mógłbym o takich technologiach marzyć i marzyć.

Inną alternatywną są cyborgi. Ludzie ciało jest bardzo wrażliwe na zimno, ciepło, zniszczenia mechaniczne. Potrzebuje dużo energii każdego dnia, i czasami potrafi nawalić, zupełnie bez przyczyny. Dlaczego by więc nie zamienić go na elementy mechaniczne? Obecnie pracujemy nad coraz to lepszymi materiałami, które potrafią zdecydowanie więcej, niż ludzie ciało. Sterowane inteligencją ludzkiego mózgu, byłoby zdolne do niesamowitych czynów. W ten sposób otrzymujemy niebywale szybki komputer, umieszczony w niemal niezniszczalnym opakowaniu. Brzmi nieźle, nieprawdaż? Brak ciała zapewne stymulowałby dalszy rozwój mózgu, czyniąc go jeszcze lepszym. Być może nawet, zaprzestano by typowego rozmnażania gatunku, na rzecz klonowania i inżynierii genetycznej. Wyobraźcie sobie – gdzieś istnieje zakład, w którym choduje się ludzkie mózgi. Zaraz obok jest fabryka, które pakuje je do puszek, podłącając do odpowiednio spreparowanych maszyn, stymulując oraz symulując fizyczny rozwój dziecka. Ileż czasu można by zaoszczędzić na czynnościach, które obecnie traciłyby zupełnie na znaczniu. Cały proces komunikacji ograniczałby się jedynie do wymiany myśli poprzez fale radiowe. Być może, ograniczono by go nawet do niektórych stanów emocjonalnych. Po co zaprzątać sobie pamięć aspektami biologicznymi, które de facto do niczego nam nie są przydatne? Ciała można by łatwo reperować, w przypadku awarii. W razie konieczności, zapewne dałoby się wyjąć nasz cyber-mózg, i zainstalować w innej maszynie. Czyż nie brzmi wspaniale? Maszyny mogły by mieć niesamowicie rozbieżne rezultaty; od bardzo małych, aż po kilkudziesięci (albo i jeszcze większe) kolosy, zdolne do obrony planety przed małymi ciałami niebieskimi, i ew. inwazją obcych.

Oczywiście każdy z tych scenariuszy jest możliwy. Kto, kilka wieków temu przypuszczałby, że ludzkość będzie w stanie stworzyć komputery, telefonię komórkową, samoloty i w końcu stałą bazę kosmiczną na orbicie? Może wprowadzanie tej technologii nie zajmie nam piędziesięciu, czy stu lat; być może nawet kilka tysięcy lat będziemy czekać na tak zaawansowaną technologię.

Nie mniej jednak, będę patrzył w przyszłość oczekując jej. To chyba jedyny sposób, żeby jakakolwiek cywilizacja ziemska mogła podróżować po wszechświecie, tj. przy użyciu myślących maszyn.