Archiwum z listopad, 2008|Strona archiwum miesięcznego

Zaburzenia psychiczne tu i ówdzie

sylar“Zawsze rozumiałem kolej rzeczy”

Gdybym miał wskazać jakąś ciekawą postać z seriali amerykańskich, to Gabriel Sylar, tudzież Gabriel Petrelli byłby właśnie nią. Nieustannie targany przez różne potrzeby, balansujący na granicy dobra i zła, dobroci i bezwględności. Zdrowia i pasji.

Nie mam pojęcia kto wpadł na to, by Zach Quinto odgrywał tę jakże trudną rolę, jednak miał rację. Osobiście uważam, że jest to najlepszy młody aktor w USA. Gdzieś mam opinie, że taki a nie inny aktor zagrał świetnie w takim a nie innym filmie. Postacie pozytywne mnie obchodzą najmniej.

Jeśliby zwrócić uwagę na historię kinematografii, to zawsze największe ‘piętno’ zostawiają bohaterowie kontrowersyjni. Im bardziej wypaczeni z ‘normalności’, tym głębsze rysy zostawiają na swym zawodzie. “Nosferatu, Symfonia Grozy” – po tym filmie, Max Schreck, odtwórca głównej roli, został posądzony o okultyzm i faktyczne bycie wampirem. Czy to dobrze? Ciężko mi cokolwiek powiedzieć, jaki to ma wpływ obecne postrzeganie kultury, jednak w latach 20. XX wieku jego rola musiała być szokiem. Teraz coś nowszego – Hannibal Lecter. Żaden Rocky czy inny Schwarzenegger grający ‘pozytywnych’ superbohaterów nie mieli takiego znaczenia, jak psychopata zjadający mózgi ofiar na ich oczach.

Czy oznacza to, że ludzie preferują dysfunkcje psychiczne? W moim mniemaniu nie. Owa popularność w kulturze masowej bierze się z tego, że odmienność jest dobra, jednak na odległość. Sami nie chcemy brać w niej udziału. Co jednak z tymi, którzy są w temat zamieszani, mimo włsasnej woli? Cóż, tak jak kiedyś trędowatych, tak teraz ludzi o ‘odchyłach’ traktuje się w ten sam sposób – alienacja. Wykluczenie ze społeczeństwa. Jestem ciekaw, w którym genie zapisana jest informacja, że najlepsze z całego gatunku to te ‘średnie’.

Niestety tak jest, i każdy kto twierdzi inaczej musi być ślepcem. Choroby cielesne byliśmy w stanie wyleczyć, jednak w ich miejsce pojawiły się nowe, zupełnie inne, trudniejsze do zwalczenia. Choroby umysłu; zdecydowanie bardziej dyskretne, lecz o podobnym działaniu na ludzi. To, co widoczne, odziałuje na świadome części mózgu. Niewidzialne atakuje głębsze rejony, na które już nie mamy wpływu.

Więc skąd takie zainteresowanie odmiennością? Fajnie jest widzieć odmieńców – zawsze można się z nich pośmiać, ponabijać (nawet na pal lub inne elementy pionowe krajobrazu) wyszydzić, przedstawić w świetle innym od tego, w którym mówimy o osbie. To taka odpowiedź na zoo, jednak dla ludzi. Z jednej strony miło jest popatrzeć na tygrysa lub lwa w klatce, niż na te same zwierzęta, lecz na wolności. Niby to takie same zwierzaki, jednak nasze podejście w diametralny sposób zależy od tego, po której stronie klatki rzeczone stwory stoją.
Nikt nie zwraca uwagi na to, czego potrzebują – jedynie wąska grupa ludzi. Reszta ma gdzieś, jak im się żyje – w końcu mają z nimi jedynie chwilowy kontakt, i w sumie nie potrzebują bardziej zagłębiać się w ten temat. Co z tego, że życie tygrysów, delfinów czy nawet sumów afrykańskich jest dużo ciekawsze na wolności, skoro nas to i tak nie obchodzi? Ładnie wygląda w klatce, i ładnie go zapamiętam. Koniec bajki, w której główną rolę odgrywa coś zupełnie innego…

Średniactwo, do którego dążymy w świecie odchyłów.
Każdy pragnie być na tyle normalny, na ile pozwala reszta.

Wg. mnie zjawisko to nie potrwa jeszcze długo – prędzej czy później nastąpi wybuch, który odpowiednio odmieni percepcję ludzkości na jej własne problemy.

Archetypy mego ‘człowieczeństwa’

“… must be a reason”.

Jest to jedno z najczęściej pojawiających się zdań w piosence “King of my Castle” duetu Wamdue Project. Skąd pomysł na taki właśnie cytat, z takiej właśnie piosenki? Otóż – zawsze jest powód. Nie ma w tym wszechświecie wydarzeń, które dzieją się spontanicznie. Spontanicznie to może się jedynie atom rozszczepić, ew. dojść do jakiegoś innego wydarzenia, lecz jedynie na poziomie kwantowym. Kiedy mamy do czynienia z obiektami większymi, zawsze występuje przyczyna i reakcja.
Tak samo jest z moim charakterem. Nic nie dzieje się bez powodu, i nie mogę o sobie powiedzieć, że jestem całkowicie unikatowy. Każdy, kto myśli, że jest unikalny, nietypowy, jedyny i niepowtarzalny, gada bzdury. Każdy człowiek kiedyś już się pojawił; mam tu na myśli fakt, że każda nasza postawa ma swój archetyp. Fundamenty budowane za czasów, kiedy byliśmy jeszcze jak gąbka, jak pancerz stawonoga, przechodzący wylinkę.

Każdy, który twierdzi, że jest inaczej, tj. sam wykształcił stwój charakter – kłamie.

Obecnie nie ma już ludzi, którzy są całkowicie niepowtarzalni. Zawsze był ktoś wcześniej, kogo naśladujemy. Taka jest natura człowieka – naśladownictwo. A teraz przejdę do rzeczy, czyli wszystko to, co miało na mnie wpływ, w byciu przeze mnie zwierzęciem z gatunku Homo Sapiens (kolejność przypadkowa)

- Galactus, Niszczyciel Światów – jako że bóg umarł, pozostał nam Galactus, najpotężniejsza, a zarazem najwspanialsza istota w naszym wszechświecie
- Bruce Wayne & Batman – jako że dwóch ludzi w jednym ciele to nie nowość
- Dwie Twarze – bo dwóch ludzi w jednym ciele może żyć “na raz”, decyzje swe uzależniać od ślepego losu
- Włóczykij – bo dobrowolna alienacja wcale nie oznacza, że nie jest się szanowanym
- Harley Quinn – najpiękniejszy kobiecy uśmiech w historii animacji
- mój Ojciec – bo przecież każdy syn, nie ważne co robi, będzie taki sam
- HellBoy – bo bycie odmieńcem oznacza bycie odmieńcem… dużo silniejszym, niż zwykli śmiertelnicy
- Steve Irvin & Jacques-Yves Cousteau – bo przyroda jest więcej warta od ludzi. Bez najmniejszego wyjątku
- Christopher Reeve – bo można mieć piękne życie
- muzyka – bo np. taki Klaus Schulze tworzy tak kosmicznie niesamowitą muzykę…
- Jerzy Urban – bo bycie konformistą wcale nie oznacza bycie w większości
- Nietzche – bo to ja jestem najważniejszy. Reszta to tylko marionetki
- komuniści i naziści – bo wszystkich ich trzeba spalić na stosie
- Słowianie, Szkoci, Indianie i Aborygeni – bo pierwotne kultury są najlepsze

Wszystko to miało na mnie wpływ.