Archiwum z październik, 2009|Strona archiwum miesięcznego

Kłamca, kłamca

Plakat filmu "Kłamca, kłamca"

Przed chwilą miałem przyjemność obejrzeć kolejny odcinek dramatu lekarskiego pt. Dr. Dom. Wielu ludzi uważa ten serial za świetny, ponieważ… nie mam pojęcia, dlaczego. Osobiście muszę przyznać scenarzystom, że są genialni w odtwarzaniu niemal archetypowych scen z życia ostro wykolejonego człowieka. Szkoda, że ten wykolejeniec jest wyimaginowany, i szkoda, że tylko on jest popularny. Ale do sedna. Oto w dzisiejszym odcinku (emitowanym przez tvp2) trafił do rzeczonego specjalisty człowiek, który nie umiał mówić prawdy. Zaiste ciekawy przypadek – z jednej strony mówił prawdę, jedną z największych wartości i świętości w cywilizacji ludzkiej, z drugiej jednak, ta prawda była dość bolesna. W trakcie leczenia nawrzucał swojej żonie, córce, całemu zespołowi Dr Dom oraz w sumie nie pamiętam komu. W pewnym “punkcie zwrotnym” odcinka okazało się, iż rzeczonego pacjenta nie da się wyleczyć z prawdomówności. Można by rzec – to wspaniale, przecież każdy by chciał mieć takiego przyjaciela, który nie potrafi kłamać. Zawsze powie mi prawdę i nie będzie mnie oszukiwał, no bo przecież… w sumie to nie wiem co. Mniejsza z tym. Konkluzja tego “zwrotu akcji” była taka, że może poddać się operacji, która prawdopodobnie mogła zakończyć się jego uzdrowieniem LUB śmiercią. Pacjent oczywiście wolał wybrać operację i ryzyko śmierci, niż dozgonną nieumiejętność mówienia prawdy. Ciekawe.

Innym przypadkiem jest film, do którego odnosi się załączony obrazek. Oczywiście jest to komedia, w której główny bohater nie potrafi kłamać. Oczywiście doprowadza to do całkiem zabawnych sytuacji, nie mniej jednak, dla głównego bohatera, adwokata umoczonego w najgłębszym bagnie relacji międzyludzkich, jest to zupełny dramat.

Stąd moje pytanie do Was, moi czytelnicy (których podobno jest tu kilku/niedawno stuknęła mi okrągła rocznica 1000 wejść, i mam nadzieję, że nie są to tylko boty reklamowe i ja), jaka jest rola kłamstwa w relacjach międzyludzkich? Z jednej strony ludzie oczekują prawdy od drugiej osoby, z drugiej jednak, oczekują kłamstwa, by dowartościować samych siebie. Paradoks, nieprawdaż? Z jednej strony ludzie akceptują ‘niewinne kłamstewka’ oraz ‘życie w nieświadomości’, jednak kiedy przychodzi co do czego, to mówienie prawdy staje się istnym tabu, którego złamanie zazwyczaj karane jest banicją (czasową lub permanentną).

Pod koniec odcinka, o którym była mowa w pierwszym akapicie (taaak, uwielbiam łamać wszelkie zasady, które wpajały w nas niewyżyte polonistki, a właśnie jedną z nich był zakaz tak bezpośredniego odwoływania się do części tekstu) Dr Dom i Dr Wilson mówili coś o konwenansach (w sumie nawet nie wiem, jak to się dokładnie nazywa, w każdym bądź razie sjp.pwn.pl podpowiadało mi, że chodzi tu o ogólne i dobrze przyjęte zwyczaje), min. o niewinnych kłamstewkach. W pewnym momencie dialogu Dr Dom wspomina, że go coś “po prostu nie obchodzi”, Wilson natomiast rozpoczął jakiś pseudofilozoficzny monolog, przedstawiający wypowiedź Doma jako przykład właśnie takiego zwrotu, tj. niewinnego kłamstewka mającego na celu poprawienie humoru drugiej osobie. Dom jednak powiedział tak, bo to faktycznie nie obchodziło.

Jaki jest więc sens całego tego burdelu? Lepiej nie mieć przyjaciół (a o bliższych kontaktach nie wspominam), i nie kłamać, będąc jednocześnie w zgodzie z paladyńskimi poglądami na ten temat, CZY TEŻ zachowywać się jak typowy szelma, kłamać na lewo i prawo, nie mówić prawdy, być postrzeganym jako zupełnie inna osoba etc etc etc, być po prostu popularnym dzięki kłamstwom?

TL;DR prawda czy fałsz?

zmiana pomysłu na blog. bloga. nieważne

ostatnio trochę się wkurwiłem całym tym paladyństwem. trochę sobie ponarzekam i pomarudzę, pierdolnę kilka ortów, złamię kilka reguł składni (czy tam jak to się nazywało, nieważne), firefox podkreśli mi je na czerwono, a ja całkiem bardzo średnio to oleję.

dzisiejsza opowieść będzie dotyczyła (oprócz blogów) w sumie dość przyziemnej rzeczy, mianowicie powkurwiam się trochę na jebanych paladynów. zanim jednak to zrobię, przybliżę Wam, kim tak naprawdę jest paladyn. jestem pewien, że w 70, może więcej % jesteście jebanymi paladynami.
«znakomity rycerz, sławny ze swych czynów, towarzyszący panującemu» tako o paladynie rzecze www.sjp.pwn.pl. Problem w tym, że DnD dużo lepiej opisuję tę klasę ludzi. s skrócie: w DnD paladyn ma ZAWSZE charakter praworządny (czyli że nigdy nie złamie prawa. nigdy, i pod żadnym pozorem) dobry (czyli że nigdy nie dba o siebie), trzyma się jakiegoś bzdurnego kodeksu moralnego no i jest niesamowicie religijny. coś jak skrzyżowanie NOP z młodocianymi, pełnymi pasji kapłanami prosto po seminarium. jednocześnie rwą się do walki, ale z drugiej strony, walczą o jakiś wyższy cel. w skrócie – jebany beton i pedały. nigdy taki kurwa nie złamie prawa (bo mu nie wolno, przecież to prawo), nigdy nie powie złego słowa na przywódcę, nigdy nie przyzna racji buntownikom. imbecyl jak się patrzy… nie zmienia to faktu, że większość społeczeństw składa się głównie z właśnie takich paladynów. promil, być może jeszcze mniej, stanowią anty-paladyni, o tym samym kierunku, lecz przeciwnym zwrocie. dla nich liczy się jedynie szerzenie zła (lecz nie chaosu) etc etc etc. generalnie mnóstwo głupot i zapraszam do literatury. teraz jednak o tezie tego posta. postu. chuj wie czego.

paladyni wywołują wojny na świecie, bo inaczej nie mieliby co ze sobą począć. to tak, jak don Kichote. chciał żyć w krainie pełnej smoków, to w swoim chorym umyśle stwierdził, że wiatraki nimi będą. później jakoś przeszło, jednak koniec końców młotek umiera od obrażeń, które sam sobie poczynił (de facto). dlaczego musiał zginąć? nie mógł po prostu iść gdzieś indziej, zrobić coś pożytecznego? niestety paladyni tak nie potrafią, muszą ciągle bronić sztywnego kodeksu prawa (chociaż sami zapewne nie wiedzą, po co to robią), bronią religii, nawracają innych bla bla bla bla. robią mnóstwo paladyńskiego stuffu, zamiast po prostu powiedzieć “ja to pierdolę!”. szkoda, że w skład ludzkości wchodzi tak mało bardów i innych klas “neutralno-chaotycznych”.
teraz do sedna: kiedy spytasz samego siebie, o jakąkolwiek wojnę, pomyśl, co mogło ją spowodować. odpowiedź jest trywialna. było to paladyńskie zachowanie oraz podejście do życia.

i tak oto kończy się pierwszy mój wywód na temat ogólnego wkurwienia na otaczające społeczeństwo. w następnym odcinku omówię temat kobiet LUB debilnego naśladownictwa.

pokój z wami, bracia
bogu niech będą dzięki