O autorze

Cóż mogę powiedzieć o sobie: urodzony w 1988, na pograniczu socjalizmu i demokracji w Polsce, w tym samym kraju zamieszkały i wychowany. Aktualnie pracuję w firmie “Ceglewski Meble”. Coś jeszcze o sobie? 181 cm wzrostu, asymetryczna, owalna twarz, oczy których kolor jest dla mnie nierozpoznawalny (nie potrafię opisać ich koloru – są po prostu unikalne), nos trochę za duży i małe uszy. Niezbyt mocno podkreślone kości żuchwy i policzkowe, krótki podbródek, wyraźne sfałdowanie pod oczyma, szyja średniej długości, silna. Od jakiegoś czasu długie włosy, związane z tyłu głowy, z typowym przedziałkiem na środku głowy. Od paru lat okulary; jakiś czas temu miałem brodę, jednak Jeszcze nie dysponuję typowo męskim zarostem (z powodu czego bardzo ubolewam), więc zrezygnowałem. Może za jakiś czas ponownie się na brodę zdecyduję.

O moim charakterze trudno opowiadać. Ogólnie rzecz ujmując jest to mieszanka tego, tamtego, czosnku, soli, tymianku, oregano, bazylii, rozmarynu, cynamonu, kardamonu, szafranu, pieprzu czarnego, papryki ostrej, słodkiej, cukru waniliowego, kakao, kawy, kolendry, kurkumy, chrzanu, majeranku i ziela angielskiego.
Sam nazywam siebie ćwierć-inteligentem, bo z natury jestem gburem, cynikiem i szczerze mówiąc nie dbam o nic, tylko o siebie. Nie zważam na żadne zakazy, nie obchodzą mnie dogmaty i aksjomaty, jakie wyznają inni ludzie. Jeżeli coś jest dobre dla mnie, jest także dobre dla innych – bardzo prosta zasada. Szkoda, że tylko ja ją uznaję. Swoją drogą, to ciekawe, bo szary tłum zapatrzony jest w niektórych polityków (także tych w purpurze), a oni wyznają tę zasadę. Najwyraźniej mam pecha, lub powinienem zostać politykiem (nawet w purpurze).
Bardzo lubię przyrodę – nic nie jest w stanie zastąpić doznań zmysłowych, które w stanie jest zapewnić fauna i flora. Z drugiej jednak strony, uwielbiam wielkie miasta. Nic tak się nie prezentuje nocą, jak nieskończenie zurbanizowany teren, powstały z betonu, stali, asfaltu i syntetycznego światła lamp sodowych. W ciągu dnia jednak miasto wygląda tak paskudnie, że aż oczy bolą.

Jeżeli chodzi o upodobania muzyczne, nie mogę powiedzieć że są one jakoś odgórnie określone. Słucham tego, co mi się podoba, i raczej nie podoba się innym ludziom. Jeżeli coś jest tworzone przez menadżerów, a celem jest wyłącznie kasa, to nie jest to dla mnie muzyka. Jest to gówno, które ludziom zatyka duszę na prawdziwe dźwięki – takie, płynące z głębi serca. Zawsze podobała mi się muzyka natywnych mieszkańców Ameryki Północnej, Australii i Szkocji (którą także darzę wielką miłością, chociaż nie jestem z nią w żaden sposób związany). Oprócz całej rzeszy nowoczesnej muzyki rozrywkowej (dla mnie nowoczesna, to taka, która powstała co najwyżej do rewolucji muzycznej okresu “Nirvany”), lubię także muzykę “niedochodową”, czyli elektro z całą gamą odmian.

W sprawie tego, co można obejrzeć na srebrnym ekranie, to przede wszystkim powinno to zawierać jakieś głębsze dno, i nie mam tu na myśli kina hiszpańskiego (a w szczególności Almodówara, czy jak tam się ten człek nazywał – szczerze go nienawidzę). Zdecydowanie bardziej podoba mi się kinematografia francuska, holenderska, brytyjska. Polskie kino skończyło się w 1989, Niemcy nigdy nie potrafili robić dobrych filmów, a Włosi słyną ze spaghetti westernów – inne filmy im nie wychodzą. Nie mogę zaprzeczyć, że lubię kino robione w Hollywood. Nie preferuję uber-produkcji, na które idą miliardy dolarów, nie lubię tanich komedii romantycznych, szczególnie takich, w których występują piosenkarki. Nie lubię filmów romantycznych, które dobrze się kończą. Wyjątkiem jest może film pt. “Pigmalion”, a także remake “She’s all that”. Można się ze mnie śmiać, a ja i tak uważam, że mimo kiczowatego wykonania, jest on bardzo ciekawą propozycją. Nienawidzę cukierkowych bohaterów, którzy na kilometr śmierdzą dobrą praworządnością. Nienawidzę paladynów… ale to chyba inna kategoria.

Lubię gry RPG. Ulubiony typ postaci? Człowiek, wojownik, chaotyczny neutralny, prawdziwie neutralny albo neutralny dobry. Ostatnio także polubiłem łowców, ze specjalnością łuczniczą. Jako ciekawostkę mogę też powiedzieć, że lubię grać kobietami.

Wracając do kina – zapraszam na mój profil w serwisie filmweb.pl – tam można lepiej poznać moje preferencje filmowe.

Sztuka – nienawidzę landschaftów. Jeżeli na obrazie jest polowanie, myśliwy albo kobyła, jest on dla mnie kiczowaty. Nie obchodzi mnie to, że malował go któryś z Kossaków, że wart jest kilkaset tysięcy, albo nawet więcej. Nie lubię takich obrazów. Uwielbiam za to impresjonizm, surrealizm, trochę kubizm (w szczególności obraz pt. “Guernica” Picassa).

Może teraz trochę o poglądach politycznych – jestem typowym zielonym liberałem o lewoskrętnych poglądach, a także antyklerykalnym ateistą. Jestem tym, czym w danej chwili muszę być. Jedno jednak pozostaje niezmienne w moich poglądach – Kościół, nie ważne jaki, nie ważne ilu by miał wyznawców, nie powinien mieszać się w interesy państwa i obywateli, o ile oni sami tego nie będą chcieli. Państwo powinno robić identycznie – im mniej krzyża (czy innego znaku) w polityce, tym dla niej lepiej. Lubię walczyć o sprawy przegrane oraz stawiać się w obronie słabszych… ale tylko zwierząt. Jeżeli chodzi o politykę międzynarodową, wyznaję zasadę “koncertu mocarstw”, czyli krótko: słabsi nie mają po co się odzywać, bo nie mają ani siły argumentu, ani argumentu siły. Osobiście nigdy nie będę w stanie zaakceptować niepodległego Kosowa (Kosovo je Serbija!), niepodległości Czeczenii (nigdy nie powinna go dostać, jeżeli nie będzie w stanie sama go wywalczyć), suwerenności Izraela (to państwo dla mnie to wrzód na islamskiej dupie; sztuczny twór stworzony przez USA), czy czegoś takiego, jak niepodległy Tybet. Państwo zasługuje na wolność tylko i tylko wtedy, gdy jest w stanie samodzielnie ją wywalczyć, i utrzymać. Polska walczyła o nią blisko 200 lat – ale w końcu się udało. Szkocja walczy od (tak mi się przynajmniej wydaje) blisko 500 lat – są na dobrej drodze, i mam nadzieję, że szybko się to im uda.
Nie uważam siebie za patriotę. Jestem za to lokalnym (wielkopolskim) nacjonalistą. Mogą się śmiać ze mnie, że dla mnie istnieje Wielkopolska i reszta świata – ale tak jest. Powiem nawet szczerze, że bardziej czuję się Wielkopolaninem niż Polakiem.
Wracając jeszcze do polityki: optuję także za zwiększeniem swobód obywatelskich, poprzez takie podstawowe prawa jak legalizacja miękkich narkotyków (o dziwo nikotyna i alkohol etylowy są narkotykami z definicji silnymi, jednak są dostępne w niemal każdym sklepie), prawo do eutanazji, prawo do zawierania małżeństw homoseksualnych (aczkolwiek nie jestem zwolennikiem  adopcji przez takie pary dzieci – głównie chodzi o dobro takiego dziecka, które w Polskim, wybitnie nietolerancyjnym społeczeństwie, miało by zdecydowanie trudniej), czy prostytucji. Dla większości Polaków te rzeczy są nie do zaakceptowania, chociaż gdyby porównać ilość katolików w Polsce, a zwolenników legalizacji różnych rzeczy, powstaje pewien deficyt na rzecz katolików – tego nienawidzę w tej grupie społecznej. Nieskończona hipokryzja, praktycznie w każdej dziedzinie życia. Wydaje mi się, że dla nich nie ma zasad, tylko po prostu odgórne zalecenia, których warto się stosować. Powiem szczerze, że dużo bardziej szanuję muzułmanów (których może nie kocham), bo oni przynajmniej (w większości przypadków) trzymają się zasad swojej religii. Dla chrześcijan to barbarzyństwo, że oni nakazują kobietom chodzić z niemal całym zakrytym ciałem. Katolicy mają coś takiego jak Dekalog czy II główne prawa, które nadał im Joshua z Nazaretu.
Nie mnie jest jednak oceniać ich zachowania. Jeżeli mają rację, i ich wiara ma odniesienie w rzeczywistości, to martwić powinienem się ja, a nie oni. W końcu to ja odrzuciłem Boga – nie wierzę w niego, więc nie będę bluźnił, o ile jest. Pascala, i jego debilny zakład, także odrzucam (jeżeli Boga nie ma, to i tak bardziej opłaca się wierzyć, gdyż nic się nie traci, a można wiele zyskać, bo jednak może on istnieć).

Nie przeszkadza mi to jednak w byciu człowiekiem. Jestem zwierzęciem, i nigdy nie wyprę się mojego pochodzenia. Wyewoluowałem z nich, i zawsze będę starał się pomagać tym stworzeniom, które tego potrzebują. Nierzadko jest tak, że życie jakiegoś owada jest dla mnie dużo cenniejsze, niż jakiegoś marnego Homo Sapiens. Dobrze, że niewielu myśli tak jak ja – kto by w końcu chciał umrzeć za zabicie z premedytacją jakiegoś pająka? Za zabicie człowieka ci sami ludzie chcieli by wymierzać karę śmierci… mnie zostaje jedynie pytać się, jaka jest różnica między życiem człowieka, a życiem małego stworzenia? Jak dla mnie żadna – każdy i tak wykonuje swoją pracę (rozmnażanie), i prędzej czy później umrze. Jak już wspominałem nie jestem zwolennikiem kary śmierci. Przywróciłbym jednak tortury. Jeżeli w ich wyniku nastąpiła by śmierć, to tylko i wyłącznie przez przypadek. Dla najgorszych zwyrodnialców nie stosowałbym eutanazji. Śmierć powinna być dla nich nagrodą, a nie karą.

Ciężko powiedzieć, żebym lubił sport – lubię snooker, curling, kolarstwo, wyścigi motorowe. Także inne dziedziny nie są mi obce, jednak jakoś nie potrafię się do nich przystosować. Może dlatego, że są to sporty drużynowe? Z tego, co wymieniłem, jedynie w curling gra się we czwórkę, co wg. mnie jest już wystarczającą grupą ludzi. Piłkę nożną toleruję, podobnie hokej, koszykówkę lubię oglądać, za to szczerze nienawidzę siatkówki, a w szczególności kobiet. Czy one wiedzą, co to jest taktyka? Ok, chaos jest podstawową stałą rządzącą wszechświatem, ale czy nie można trochę wysilić szarych komórek, i pomyśleć nad tym, co się robi, albo przewidzieć najbliższe kilka zagrywek? Tak, to jest wykonalne – mężczyznom się to jakoś udaje. Podobno kobiety są naturalnie przystosowane do pilotowania okrętami międzyplanetarnymi. Może tak być, bo jeszcze nie mamy takich okrętów, i nie mogą się jak wykazać. Tu, na Ziemi, pokazały na co je stać – osobiście znam tylko trzy kobiety, które potrafiły dowodzić armią: Boudika, Joanna d’Arc i Emilia Plater. Przykro mi, moje panie (o ile jakaś to czyta), ale nie nadajecie się do kierowania państwami, jeżeli nie potraficie pracować w zespole, a przede wszystkim wydawać rozkazy i dowodzić poddanymi. Matriarchat nigdy nie będzie miał miejsca (na szczęście). Może my, mężczyźni wyginiemy za jakiś czas – jednak po sobie zostawimy roboty, które będą myślały podobnie do nas. Nie będzie to trudne, bo mózg mężczyzny skonstruowany jest w dość prosty sposób, i żeby zaspokoić jego potrzeby wcale nie wymaga fajerwerków.

Przez naprawdę długi czas zastanawiałem się, jakby to wszystko podsumować jednym zdaniem. W końcu to mam.

“Z zewnątrz niemal niezniszczalny, skrywa naprawdę delikatne wnętrze”.

Żadnych komentarzy.

Zostaw odpowiedź